
Doskonałe narzędzie pracy dla wszystkich zainteresowanych prawnymi aspektami funkcjonowania oświaty.
Nowości w programie
więcej

Irenko kochana, wiem, że patrzysz na nas, swoich uczniów, przyjaciół, edukatorów wszystkich tych, których zarażałaś pasją działania w oświacie i wiarą, że razem zrobimy wielkie rzeczy. Wierzę, że patrzysz z dumą i radością na nas, na to co robimy i dalej dodajesz sił do działania. Wiem, że cieszysz się, kiedy się uczymy, słuchamy nawzajem, przekonujemy do dobrych pomysłów i działań, staramy się zrozumieć trudności i razem rozwiązywać problemy. Wiem z jaką wyrozumiałością i troską ale i dając ogromne wsparcie przyglądasz się naszym błędom, nieporadnościom, niedoskonałościom. Jestem przekonana, że nas nie zostawisz i natchniesz jeszcze nie jedną zmianą. Wiem, że zawsze będziemy do Ciebie wracać - gdziekolwiek jesteś.
Ewa Drozd- edukator
* * *
Irena Dzierzgowska - nauczyciel, mistrz słowa, prostoty.
Człowiek ogromnego serca, wielki małymi naszymi ludzkimi sprawami.
Zawsze promieniowała ciepłem, miłością do ludzi. Wkładała w swą działalność całą siebie. Potrafiła z nas, każdego człowieka, wykrzesać potencjał, którego my sami nie dostrzegaliśmy.Zawsze z szacunkiem, uśmiechem, spokojem.Dostrzegała ludzi widząc w nich OSOBY.
Irenko,towarzyszyliśmy Ci w chorobie w milczeniu, bezradnie, ale z nadzieją...
Pozostajesz z nami w swych wspaniałych tekstach, z dziełem wielkiej reformy oświatowej, którą udźwignęłaś.
Kochamy Cię, Irenko. Jesteś z nami.
Barbara Solarek z rodziną
* * *
Bardzo zasmuciła mnie wieść o śmierci p. Ireny Dzierzgowskiej . Bardzo ją ceniłam za jej nowoczesne podejście do edukacji . Miałam przyjemność poznać ją osobiście , uczestnicząc w szkoleniach dotyczących awansu zawodowego nauczycieli czy pisania koncepcji organizacji przedszkola. Fascynująca osobowość. Jej książki pomogły mi trudnych czasach bycia dyrektorem przedszkola .
Iwona Przybycień , Szczecin
* * *
SMAK EDUKACJI
Pragnę, byście wiedzieli, że SMAK EDUKACJI to tytuł nieprzypadkowy. Kuchnia ma wiele smaków, a kuchnia Irenki ma zawsze smak edukacji...
Styczniowego poranka 2001 roku zadzwoniłam do Irenki: - Co teraz robisz? - spytałam. Chwila ciszy... - Właśnie zalewam jarzyny w garnku, przygotowuję krem jarzynowy z grzankami. - A będzie coś jeszcze? - pytam. - Tak, na drugie wołowina i drób na grillu z ryżem i sałatka, wiesz, ta moja ulubiona... Wiem, wiem, pomyślałam - ogórek i pomidor w kostkę, serek biały, do tego świeży, zielony pieprz, szczypiorek i posiekana pietruszka. Pyszny obiad... - To jeszcze nic - mówi Irena - na deser ulubione naleśniki z czekoladą, no może z lodami. Mirelko, przyjeżdżaj, pogadamy o ważnych sprawach...
Za kilka godzin wysiadłam w Warszawie na dworcu, a za kilka chwil wchodziłam do pachnącej kuchni Irenki. Zajadając pyszny obiad zaczęłyśmy rozmowę. - Musimy porozmawiać o szkolnictwie zawodowym, czeka je tyle zmian... Zapisując na serwetkach trafne sugestie, szukając wspólnych pomysłów, analizując stan obecny oświaty, planując ilość i jakość konferencji w Polsce przy naleśnikach z pyszną, gorącą czekoladą odkrywamy tytuł konferencji - " 5 minut przed zmianami w szkolnictwie zawodowym." Odbyło się ich wiele w Polsce, wielu czytelników i czytelniczek posiada świadectwo udziału w tej konferencji, wielu z Was, kochani, posiada podpis Irenki na tym świadectwie.
Kiedy tego dnia póżnym wieczorem wsiadłam do pociągu do Katowic, odruchowo włożyłam rękę do kieszeni płaszcza. Wyciągnęłąm kawałek naleśnika z czekoladą zapakowanego w folię... Czekając na pociąg do Zabrza, odrywam srebrną folię i gryzę kęs po kęsie...
- To był cudowny dzień - pomyślałam - jak cudowny smak ma szkolnictwo zawodowe...
Mirela Nawrot, przyjaciółka.
* * *
Irenko! Odmieniłaś moje życie zawodowe, uczyniłaś je ciekawym, ważnym dla mnie, ale też i dla moich Odbiorców - uczestników szkoleń, kursów, studiów. Ta zawodowa radość trwa we mnie od 19 listopada 1995r. - pierwszego spotkania uczestników TERM w Czartorii. A potem był Złoty Potok i zajęcia z Tobą i Robertem. Stałaś oparta o stolik i głosem ciepłym, z przekonaniem, dawałaś wiedzę i wskazówki, jak zewnętrzne mierzenie jakości pracy szkoły może i powinno służyć oświacie. Chłonęłam wszystko, bo było nowe, ale też dawało rzetelny obraz koniecznej zmiany w nadzorze. Byłam wtedy wizytatorem. Kolejny Twój obraz - Sopot, parasole tuż przy plaży, a pod jednym z nich Ty, otoczona wianuszkiem edukatorów. Wcześniej było zimno, deszczowo, ale kiedy mówiłaś nam, jak mamy pełnić te nowe role edukatorów, zaświeciło słońce. We mnie świeciło aż do 5 marca 2009r.To Ty, zarażając swoją energią, dałaś mi siły, bym zdecydowała się zostać edukatorem "Nowej Szkoły". Przyjeżdżałaś do Niwek i przekonywałaś nas, że będziemy wiarygodnymi promotorami reformy. Ileż euforii, wiary w możliwość zmiany w oświacie, było w nas edukatorach, kiedy na Zjeździe w Krakowie witaliśmy bukietem kwiatów naszą Irenkę - wiceministra oświaty, sekretarza stanu. Od tej pory budynek Ministerstwa był dla nas przystanią - tam słuchałaś, dawałaś wskazówki, planowałaś.
Wiele było tych wspaniałych chwil, kiedy słuchałam Twoich rad: w Warszawie podczas spotkań promotorów reformy, pierwszych ekspertów ds. awansu zawodowego, we Wrocławiu, w Tarnobrzegu, w Stalowej Woli.
Na każdych niemal zajęciach poświęconych jakości w edukacji przywoływałam Twoje nazwisko - Autorki licznych poradników dla dyrektorów. Zawsze wspomnienie Ciebie wywoływało uśmiech na mojej twarzy - byłaś, wspomagałaś, można było do Ciebie zadzwonić, napisać i … poczuć się pewniej, lepiej. I tak się czułam do godziny 22.00 - 5 marca, kiedy na stronie wp. ujrzałam…,
a w chwilę później ze ściśniętym gardłem, oczami pełnymi łez czytałam
i myślałam:" Nie, to nieprawda, to się nie mogło już stać".
Jak zwykle w takich chwilach, kiedy odchodzą od nas Osoby Bliskie czujemy, że za mało Im powiedzieliśmy, za mało poświęciliśmy czasu.
Stojąc 11 marca przed urną z Twoimi Prochami, patrząc na dywan kwiatów
z róż, tulipanów… dziękowałam Ci za wszystko, co uzyskałam dzięki Tobie, Irenko. Czas nie zatrze w moich myślach Twojego Portretu, ale też nie wypełni pustki, jaką uczyniłaś w moim sercu.
Zofia Wójcikowska - Grandys, Tarnobrzeg
* * *
Przyjazna nauczycielka
Od Ireny przede wszystkim można się było niezwykle wiele nauczyć. Była swego rodzaju organiczną nauczycielką. Większość naszych kontaktów powodowała, że poznawałem, rozumiałem i nabierałem praktycznych umiejętności stosowania wiedzy, o której na ogół przed spotkaniem z Nią, nie miałem bladego pojęcia. Jednak nie tylko o wiedzę chodziło. Dużo ważniejszy był stosunek Ireny do ludzi. Pełen szacunku, życzliwej uwagi, skupienia na tym co mówili i taki powolnym, ale niezwykle sugestywnym sposobem mówienia, które musiało skutkować zrozumieniem z drugiej strony. I jeszcze to ciepło i sposób bycia, który od pierwszego moment kazał człowiekowi myśleć: "Ta kobieta mnie lubi".
Pierwszy nasz kontakt to był Program TERM. Irena mówiła o nowych jeszcze wtedy sprawach a mianowicie o mierzeniu jakości pracy szkoły. Technicznie to było trochę wydumane, ale na poziomie idei można było tego typu koncepcję za jedynie słuszną. Dało w każdym razie ważny impuls, by zacząć patrzeć na szkołę inaczej. Dla mnie osobiście był to podstawowy krok do nowego myślenia i o zarządzaniu, i o planowaniu, i o kształtowaniu relacji, i o promocji i o wielu , wielu innych sprawach, które się wiążą ze skutecznym kierowaniem pracą ludzi i organizacji. Pamiętam, że zgłosiłem się podczas tego szkolenia o przygotowania jakiegoś ćwiczenia. Musiałem jego część skonsultować z prowadzącymi. Irena po zajęciach przyjęła mnie w swoim pokoju. Siedzieliśmy do nocy nad komputerem, żeby na następny dzień wszystko było jak należy. A przecież mogła sama poprowadzić tę część zajęć. Była do tego przygotowana. Uznała jednak widocznie, że lepiej, kiedy czegoś dodatkowego nauczy się koś, kto chce się czegoś nauczyć.
I jeszcze te listy od Pani Redaktor. Kierowanie "Dyrektorem Szkoły" było jednym z wielu wymarzonych zajęć. Przede wszystkim wiedziała, o czy warto pisać. Czuła szkołę i zarządzanie placówkami oświatowymi jak mało kto. Nie bez powodu bez przerwy spotykała się z dyrektorami. Rozmawiała, dyskutowała, przekonywała i dawała się przekonywać. Uczestniczyłem w kilku takich konferencjach i zawsze widziałem najpierw coś na kształt zachwytu, a później coś na kształt zrozumienia na twarzach uczestników. To były zawsze udane spotkania.
Kiedyś, jak każdy uczestnik zajęć, które prowadziła, dostałem od Ireny małego pomarańczowego słonia. Irena powiedziała, że to znak dużej ilości zajęć i istotnego powodzenia w pracy. O Jej śmierci dowiedziałem się wracając do domu z jednej z wielu prac w Polsce, które wykonuję nieustannie. Kiedy następnego dnia uruchomiłem komputer, żeby sprawdzić, czy w poczcie są jakieś nowe zlecenia, zobaczyłem, że przed monitorem nie ma mojego małego słonika. Zginął. Nie wiem dlaczego. Do tej chwili tego, nie rozumiem…
Jarosław Kordziński
* * *
Pożegnanie
Szukam słów. Zdjęcie na pierwszej stronie "Dyrektora Szkoły". Ciepły uśmiech. Spojrzenie prosto w oczy. Szukam słów. Omijam komputer. Myśli. Obrazy. Rozmowy. Ulubione lektury. Felietony. Szukam słów. Tak trudno. Jak pożegnać Panią Irenę Dzierzgowską? Wracam pamięcią do spotkań, rozmów, listów.. Nie potrafię myśleć, pisać o pani Irenie w czasie przeszłym.
Pani Ireno - pamięta Pani? Świdnik 2001. Szkolenie dla dyrektorów. Licznie zgromadzone audytorium. Pani Dzierzgowska, prowadzi nas po ścieżkach awansu. Dowcipne prezentacje, dygresje, opowieści - osobowość prowadzącej przykuwa uwagę, wiara i entuzjazm udziela się nawet najbardziej krytycznie nastawionym. Końcowa dygresja: niedawna Pani Wiceminister stwierdza, że czuje się jak matka, która oddała dziecko do rodziny zastępczej. Budzi się we mnie protest: A ja? A moje szkoła? Nauczyciele? Uczniowie? Czuję bunt za porzucenie mnie i oddanie w niepewne, zupełnie niesprawdzone ręce. Zabieram głos, mówię o swoim rozgoryczeniu. Przecież ja uwierzyłam w sens reformy. I czuję się zostawiona przez jej twórców. Po spotkaniu piszę artykuł "Porzucone dzieci pani minister". Tak się czułam wtedy, tak się czuję dzisiaj…
A potem - pamięta Pani?- napisałam list…
Niemce, 4 marca 2004
Szanowna Pani Redaktor,
serdecznie pozdrawiam i gratuluję nowej formuły "Dyrektora Szkoły". Czekam na kolejne numery z coraz większym zainteresowaniem, coraz więcej tekstów prowokuje do sięgnięcia za pióro.(…)Dziękuję za rubrykę z lekturami - z przyjemnością odpowiadam na zaproszenie i dzielę się swoimi. Bardzo lubię czytać, myśleć i pisać. I lubię swoją pracę dyrektora, lecz jest mi chyba coraz trudniej dobrze wywiązywać się z przyjętych obowiązków. Powody przedstawiam w tekście "Mam dość".
Będę bardzo wdzięczna za kilka słów odpowiedzi. Z niecierpliwością czekam na marcowy numer i...reakcję na moje teksty. Z poważaniem….
Jak bardzo byłam Pani wtedy wdzięczna. Trudny okres w zawodowym życiu. Miałam naprawdę dość. Mój krytyczny artykuł opisujący problemy dyrektora z prowincji z Pani osobistym komentarzem narobił sporo zamieszania w lokalnym środowisku. A ja poczułam Moc, którą daje wsparcie i wiara Kogoś Mądrego w sens tego, co robimy, co myślimy, co piszemy…Dziękuję Pani za Moc, za wiarę, za wsparcie…
A później- pamięta Pani?- były spotkania, konferencje, wspólne lektury i dzielenie się opowieściami o szkole. Były mądre i ciepłe słowa na pierwszej stronie mojego miesięcznika. Polemiki na temat wizji szkoły obywatelskiej, protesty przeciwko decyzjom ministra, któremu nie na oświacie zależało i skuteczne rady, jak skorzystać z unijnej kasy. Było zaproszenie do Stylowego Dyrektora. I zachęcanie do szukania radości życia, do marzeń, do odpoczynku, do zwolnienia tempa i zobaczenia piękna świata…Dziękuję, bardzo dziękuję…
W maju 2008 napisała do mnie Pani maila- pamięta Pani? Osobisty list- że Panią martwią moje problemy ze zdrowiem i zachęta, żebym pisała - najlepiej raz na miesiąc do każdego numeru. Nie wiedziałam, że Pani była już wtedy bardzo chora…. W radości i emocji- że Pani sama do mnie osobiście- skasowałam niechcący list! Tak bardzo mi go teraz szkoda….
Listopad 2008. Wspomnieniowy numer "Dyrektora Szkoły". A w nim - jakaż radość: napisała Pani: moja ulubiona autorka i że czeka Pani niecierpliwie na kolejny "odcinek serialu" o szkole w Niemcach. Obiecałam sobie, że podziękuję osobiście za te słowa. Na kolejnej konferencji. Nie zdążyłam… A przecież tyle razy cytowałam: śpieszmy się … Tak szybko Pani odeszła, Pani Ireno. Za szybko.
11 marca 2009. Klikam www.edu.oskko.pl. Patrzę na zdjęcia, czytam: 11 marca 2009 o godz. 13:30, na cmentarzu Powązki Wojskowe odbył się pogrzeb pani Ireny Dzierzgowskiej, b. Sekretarz Stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej (w latach 1997-2000), redaktora naczelnego miesięcznika Dyrektor Szkoły, autorki licznych publikacji książkowych i artykułów oświatowych.
Zarząd OSKKO pragnie wyrazić swój ogromny żal z powodu śmierci pani Ireny Dzierzgowskiej. Rodzinie i współpracownikom z miesięcznika Dyrektor Szkoły składamy kondolencje. Na Forum wątek założony przez Romana: Gaba: 05-03-2009 19: 54: 21 [#06] Pani Ireno, jest tyle do zrobienia. Jestem w szoku. Co się stało?
wizilon 05-03-2009 20:15:49 [#11]........Ludzie są jak wiatr. Jedni lekko przelecą przez życie i nic po nich nie zostaje, drudzy dmą jak wichry, więc zostają po nich serca złamane, jak jakieś drzewa po huraganie. A inni wieją jak trzeba. Tyle, żeby wszystko na czas mogło kwitnąć i owocować. I po tych zostaje piękno naszego świata...
Swistak2004 05-03-2009 20:27:05 [#13] To bardzo smutne. Odeszła kolejna wielka osobowość edukacji, która nie traktowała pracy w edukacji, jako kolejnego etapu w karierze, to było jej życie. Żegnaj droga Pani Ireno.....
Antoni Jeżowski 05-03-2009 20:35:33 [#14] I co tu w takiej chwili powiedzieć... Pomilczeć ino przyjdzie... Tak jak Ona już tylko milczeniem z nami zostanie. Szkoda, ogromna szkoda... [*]
Helena S 06-03-2009 09:42:41 [#26] Gdy wieje wiatr historii, ludziom jak pięknym ptakom - rosną skrzydła.... Takim właśnie człowiekiem była Pani Irena Dzierzgowska. Otwarta na pozytywne zmiany potrafiła na swoich szkoleniach przekonywać dyrektorów i nauczycieli, że warto podejmować wyzwania. Była w naszej szkole dwukrotnie. Pusto będzie na naszym podwórku oświatowym bez Niej.[*]....
Mireko66 06-03-2009 11:06:11 [#28] Twierdzi się, że nie ma osób niezastąpionych, ale czy nie macie wrażenia, że miejsce Tych Wielkich, Którzy Odchodzą zastępują często maluczcy?
Hania 06-03-2009 13:22:30 [#30] zdaje się, że to dopiero co p. Irena była u nas....
I Ogólnopolska Konferencja Kadry Kierowniczej Oświaty Miętne 21-22 lutego 2004r
Niedziela, 22 lutego 2004r
Irena Dzierzgowska redaktor naczelny miesięcznika
Wystąpiła ona z referatem "Na barykady - dyrektorze"
dziś OSKKO zaczyna VI konferencję....
Asia 07-03-2009 08:56:56 [#36] nie chce się wierzyć, miała w sobie tyle siły, byłam pewna, że pokona tę chorobę. Bardzo smutna wiadomość
Otwieram lutowy numer "Dyrektora Szkoły". Patrzę na zdjęcie. Biały żakiet, srebrna biżuteria, w ręku okulary. Ciepłe spojrzenie. I uśmiech. Po raz kolejny czytam: Pisanie wstępniaków dla Was sprawia mi zawsze szczególną przyjemność. To jakby możliwość naszego bezpośredniego dialogu. Zastanawiam się długo nad głównym przesłaniem, wybieram temat, który ma być interesujący, dobieram formę i dopiero wtedy zasiadam przed klawiaturą komputera.
Szukałam słów. Znalazłam nieporadne. Trudno. Tak zostanie. Żegnam Panią, Pani Ireno. (*)
Małgorzata Nowak
* * *
Dziękuję Pani Ireno, za ciepłe słowa napisane przez Panią z okazji promocji książki której jestem autorką pt. "Choinka Mojej Mamy". Było to w Krynicy dnia 08.12.2004r. Pozostanie Pani w mojej pamięci na zawsze jako Wielka Osobowość Polskiej Oświaty, a zarazem orędowniczka przedszkoli niepublicznych.
Zofia Woźniak
Dyrektor Niepublicznego Domowego Przedszkola w Nowym Sączu
* * *
Odchodzenie... Taki nieodłączny element życia... Jako niesprawiedliwość odbieramy odchodzenie ludzi bliskich, kochanych, cenionych. A teraz odeszła Ona - niewątpliwie wielka Dama Polskiej Oświaty. Ale też mądry, rozumiejący świat i edukację Nauczyciel. Także ciepły, rodzinny, przyjacielski, oddany innym i umiejący słuchać Człowiek. Po prostu Irena...
Trzeba przyznać, że miała, jak nikt inny, wyczucie oświaty. Potrafiła ogarnąć rzeczy drobne i budować z nich systemy. Ciągle czytająca, ucząca się, poznająca ludzi i szkołę. Ale też ją współtworząca. I nie potrafiła zachować tej wiedzy tylko dla siebie - musiała dzielić się nią z innymi. Stąd tyle wymienianych w licznych wspomnieniach inicjatyw, które animowała nawet wtedy, gdy przegrywała z chorobą.
Ale miała też w życiu szczęście, że ukoronowanie jej działaności publicznej - spełnianie się na stanowisku wiceministra oświaty było Jej dane z mądrym premierem prof. Buzkiem i odważnym szefem prof. Handke. Dziś żegnana jest przez ludzi, ale jej dzieło - choćby przywrócone polskiej szkole gimnazja i wprowadzony system egzaminów zewnętrznych pozostaną przecież dla wielu pokoleń, a Jej dają zaszczytne miejsce w Panteonie polskich pedagogów i odważnych, skutecznych reformatorów.
W moim życiu, jak i wielu z nas, Irena to także wymiar prywatny... Spotkania, kontakty, dyskusje, wspólna praca, zwiedzanie z Jej synem Jankiem Karpacza... Ale to pozostaje we mnie, w moim sercu, bo tam jest miejsce także dla Ireny.
Antoni Jeżowski
* * *
Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Irenką. Ja wicedyrektorw Studium Doskonalenia Menedżerów Oświaty w Kaliszu z miesięcznym stażem a ONAbyła wiceminister. Ku mojemu zaskoczeniu nasze spotkanie było miłą pogawędką tak jakbyśmy znały się już co najmniej kilka lat traktowała mnie jak równą sobie. Nie wyczułam ani odrobiny dystansu z jej strony ( choć byłam tylko byłą nauczycielką).
O oświaciewiedziała wszystko, była wspaniałym pedagogiem, potrafiła prowadzić zajęcia cały dzień od godziny 9.00 do 18.00 z przerwa obiadową i krótkimi przerwami na kawę a słuchacze byli zachwyceni- była znakomitym nauczycielem, wielkimautorytetem.
Poprzez tych kilka lat naszej znajomości przegadałyśmy wiele godzin o oświacie, o rodzinie, o dzieciach dosłownie o wszystkim.
Wiedziałam o tym, ze choruje, że stan jest ciężki,często o Niej myślałam ,ale wiadomość którą dostałam 6 marca była dla mnie ogromnymzaskoczeniem.
Ogarnął mnie straszny smutek, łzy same cisnęły się do oczu, czułam się tak jakby zmarł mi ktoś bliski.
Dzisiaj przeglądałam skrzynkę mailową Studium i natknęłam się na folder Irenki popłynęły cichutko łzy po policzku- Irenko zostaniesz w moim sercu do końca...
Magdalena Pęchorzewska - dyrektor
* * *
Żegnamy wielką osobowość polskiej edukacji, która wyznaczała kierunki zmian w oświacie, wspierała i pomagała.
Piotr Hołówko – Jastrzębie Zdrój
* * *
Na ręce Redakcji "Dyrektora Szkoły" składam wyrazy wielkiego smutku z powodu śmierci Pani Redaktor Naczelnej Ireny Dzierzgowskiej, z którą było mi dane pełnić podobne urzędy - wicekuratorów oświaty u progu rodzącej się WOLNEJ POLSKI.
WIECZNY ODPOCZYNEK RACZ JEJ DAĆ PANIE, A ŚWIATŁOŚĆ WIEKUISTA NIECHAJ JEJ ŚWIECI NA WIEKI
Ferdynand Froissart
* * *
Z głębokim smutkiem przyjąłem wiadomość o śmierci Pani Ireny Dzierzgowskiej. Odeszła osoba, której wiedza, doświadczenie i oddanie polskiej oświacie było bezcenne. W tym dniu żałoby, pragnę wyrazić mój szacunek dla dokonań i pracy śp. Ireny Dzierzgowskiej.
Składam również wyrazy współczucia rodzinie i wszystkim, dla których była przyjacielem i autorytetem.
Jerzy Kiszkiel Podlaski Kurator Oświaty
* * *
Ireno!
Non omnis moriar. Nie umrzesz, bo tak dużo z Ciebie zostało: pokłosie Twego intelektu, umiejętności i pasji; tyle wdzięczności w ludziach, dla których polska oświata jest jedną z najważniejszych dziedzin życia; tyle wspaniałych przeżyć i niezapomnianych ciepłych chwil w pamięci tych, którzy mieli szczęście być blisko Ciebie.
Jak to dobrze, że ktoś z nas w 1996 r. zauważył Twoje nazwisko w Gazecie Wyborczej, gdzie przedstawiono Twoją sylwetkę i dokonania. Odważyliśmy się napisać do Ciebie z naszej Ziemi Krośnieńskiej i stał się cud. Odpisałaś, przyjechałaś, rozmawiałaś z nami, ze zdziwieniem, często zszokowana poznawałaś realia funkcjonowania oświaty z dala od Warszawy. Odwiedzałaś szkoły, rozmawiałaś z dyrektorami, nauczycielami, uczniami, słuchaczami naszej raczkującej uczelni. Ale przede wszystkim spokojnie, ale konkretnie prostowałaś ścieżki naszego myślenia, wytyczałaś zadania, proponowałaś sposoby ich realizacji.
Wreszcie stworzyłaś Szkołę Dyrektorów, by w sposób zorganizowany, przemyślany i posługując się nowoczesnymi metodami przekazywać nam najnowsze trendy w światowej dydaktyce, a jednocześnie własne, bardzo konkretne sposoby adaptacji ich na rodzimym gruncie.
Swoim zachowaniem, sposobem bycia, ciepłym słowem likwidowałaś wszelkie bariery między nami a Tobą – Panią Minister. Kazałaś reagować na przejawy głupoty, niekompetencji, prostactwa. Natychmiast taktownie, ale skutecznie porządkowałaś zasygnalizowane nieprawidłowości.
Czy wiedziałaś, czy czułaś jak bardzo cieszyliśmy się na każde spotkanie z Tobą: w Miejscu Piastowym, Iwoniczu Zdroju, Krośnie, Sanoku, Jaśle, a także w Warszawie? Przywoziłaś ze sobą – mimo zmęczenia – promienny uśmiech, nowe pomysły, opracowania i moc cierpliwości, by o wszystkim z nami rozmawiać i pokazywać nowe perspektywy. Chłonęliśmy to wszystko jak gąbka - i to w nas jest i pozostanie.
Bo my z Ciebie, Ireno!
Nie wiedzieliśmy, że odchodzisz. Ty nie lubiłaś wokół siebie szumu, blichtru, ostentacji. W ostatnich miesiącach czuliśmy tylko, że nie jest dobrze, ale liczyliśmy na moc Twojego organizmu i możliwości medycyny. Jeszcze 30 grudnia pisałaś do nas: "…żyję w zupełnie dobrym nastroju, każdy dzień jest miły, dużo piszę, dużo czytam i generalnie czuję się dobrze. Nie chcę tylko, żeby moi przyjaciele się martwili…".
Ireno, dziękujemy, że byłaś z nami
Sergiuszu, Aniu, Jaśku – jesteśmy z Wami, będziemy pamiętać.
Nina, Leszek i przyjaciele z Ziemi Krośnieńskiej
* * *
Będzie nam brakowało Ireny, pozostaną wspomnienia, zabraknie rad i nowych pomysłów
Lech Kozłowski
Białystok
PG13
* * *
Żegnamy Panią kochana IRENO, jednak wierni Twojej filozofii rozwijania polskiej oświaty będziemy kontynuować dzieło OSO w Zespole Szkół nr 11 im. ks J.Twardowskiego w Koszalinie
R.Sankowska- dyr.szkoły
* * *
Pragniemy wyrazić swój wielki żal z powodu odejścia osoby tak wielce zaangażowanej od lat w sprawy polskiej oświaty. Śmierć Pani Ireny Dzierzgowskiej jest dla nas ogromnym zaskoczeniem.
Na ręce Państwa składamy wyrazy współczucia dla rodziny, współpracowników i przyjaciół Pani Ireny Dzierzgowskiej. Cześć Jej Pamięci!
w imieniu redakcji "Gazety Szkolnej" Janusz Wolniak
* * *
Cześć Jej pamięci.
Maria Ludrowska
* * *
Pomimo zmagań minister Ireny Dzierzgowskiej od co najmniej kilkunastu miesięcy z ciężką chorobą, to jednak wiadomość o śmierci jest dużym zaskoczeniem. Zaskoczeniem tym większym, gdyż nieuchronnie łączy się ze zmarłą niecały miesiąc temu minister Anną Radziwiłł. To nie są dobre informacje dla polskiej edukacji.
Irena Dzierzgowska, chemik z wykształcenia, urodzona w Szczecinie, całe swoje dorosłe życie związała z Warszawą. Była nauczycielem, w latach osiemdziesiątych aktywnie wspierała, jako osoba związana z "Solidarnością" oświatową, różne działania na rzecz uspołecznienia polskich szkół. Już po 1989 roku była wicekuratorem, wiceministrem edukacji w rządzie Jerzego Buzka, późniejszym redaktorem naczelnym "Dyrektora Szkoły".
Irenę Dzierzgowską poznałem osobiście bodajże 18 listopada 1997 roku, kiedy to przyjechałem do Warszawy, aby podjąć, jak się potem okazało, największe wyzwanie mego zawodowego życia. Tamtego dnia, pod nieobecność ministra Mirosława Handke, poszedłem z jego pierwszą zastępczynią do premiera Jerzego Buzka pod odbiór nominacji ministerialnej. Wieczorem w mieszkaniu państwa Dzierzgowskich (niedaleko MEN, też na alei Szucha), spotkaliśmy się na kolacji. I się zaczęło.
O tamtym czasie naszej współpracy w opublikowanej w 2004 roku książce: "Rzecz o reformie edukacji, czyli w to Polska właśnie", pisałem: "W MEN-ie na bieżąco współpracowałem z wiceminister Ireną Dzierzgowską, która będąc pierwszym zastępcą w randze sekretarza stanu, zajmowała się głównie ogromnie absorbującym blokiem spraw bieżących oraz związanych z przygotowaniem nauczycieli do realizacji zadań wynikających z reformy edukacyjnej. Znała się na tym, gdyż przez pewien czas była wicekuratorem oświaty w Warszawie, napisała także kilka książek o znaczeniu jakości w edukacji, sposobach doskonalenia mistrzostwa zawodowego przez nauczycieli. Fakt, że jako jedyna z kolegium ministerialnego mieszkała na stałe w Warszawie, sprawiał, że miała dużo więcej wizyt. Jak ważną rolę odgrywała, ile kobiecego spokoju wnosiła w nasze czasami dosyć burzliwe obrady, mogłem się przekonać tym bardziej w chwili, gdy na skutek decyzji Unii Wolności musiała odejść z MEN jesienią 2000 roku. Ile nagle nałożyło się na mnie różnych spraw, telefonów z kuratoriów, wyjść do Sejmu. W jej gabinecie często do nocy trwała potężna praca, do której włączała domowych informatyków. No a potem jeszcze pędzili na jakiś seans filmowy, jak na prawdziwych kinomanów przystało".
Owi domowi informatycy, to mąż - Sergiusz związany z Politechniką Warszawską oraz dzieci - Anna i Jan. Bardzo ich kochała. Już podczas tej pierwszej kolacji mogłem zobaczyć, jak ciepłym, serdecznym rodzicem jest Irena Dzierzgowska. Jaka w ich mieszkaniu panuje atmosfera sprzyjająca rozmowie, rozładowywaniu napięć. Skupiała tę rodzinę także wspólna pasja - kino. Jako że sam jestem fanem dobrego filmu, w późniejszych miesiącach i latach niejednokrotnie wymienialiśmy się uwagami, polecaliśmy sobie taki a nie inny obraz.
Kładę akcent na ten prywatny wymiar kontaktu z Ireną Dzierzgowską, bo to był jej niewymuszony sposób budowania relacji z wieloma ludźmi. Zajmując się doskonaleniem mistrzostwa zawodowego nauczycieli, jej metoda przekazu polegała z jednej strony na wykorzystaniu różnych technik informatycznych, ale przede wszystkim na dążeniu do otwarcia się uczestników szkoleń, na pozyskaniu ich zaufania. Wierzyła, że te podmiotowe relacje, niewymuszony autorytet prowadzącego, są podstawą do zrozumienia przekazywanych treści, idei. Dają też gwarancje, że nauczyciel po takim spotkaniu przeniesie to na swoje relacje w szkole - wobec uczniów i współpracowników. Ten szacunek dla osobowości człowieka, jej integralności, był wyraźny także w sposobie redagowania miesięcznika "Dyrektor Szkoły". Czasopisma stojącego na bardzo wysokim poziomie edytorskim, ale też starającym się przekazać informacje, metody, które rzeczywiście mogą być przydatne w codziennej pracy dyrektora, czy nauczyciela.
Tak się szczęśliwie złożyło, że kierowani przez ministrów Mirosława Handke, a potem Edmunda Wittbrodta, osoby prawe, ceniące rzeczywistą pracę, mogliśmy koncentrować się na potężnym wyzwaniu, jakie sobie postawiliśmy, czyli przygotowaniu i wdrożeniu reformy edukacyjnej. Nie ma co ukrywać, że jako dramat odbieraliśmy narastający konflikt w koalicji AWS-UW. W Ministerstwie Edukacji nie było tych jakże polskich walk podjazdowych, intryganctwa, frakcyjności. Były różnice zdań, czasami nawet iskrzyło, jak przy sprawach związanych z nowym systemem doskonalenia zawodowego nauczycieli, ale staraliśmy się to rozwiązywać wspólnie, przy kolegialnym stole. Tyle zależy od formatu liderów.
Warte podkreślenia są dwa dodatkowe kierunkowskazy, którymi kierowała się Irena Dzierzgowska. Pierwszym z nich było zdecydowane przeświadczenie, że dobra edukacja, mądrze zaprogramowany system edukacyjny jest chyba największą polska szansą na pełną, podmiotową obecność w Europie. Wierzyła w uczniów, młodą inteligencję, bardzo ciepło odnosiła się też do nauczycieli. Miała przy tym wsparcie tak zazwyczaj trudnych partnerów, jakimi są zazwyczaj ministrowie finansów, czyli wówczas - wicepremiera Leszka Balcerowicza. Stąd dla ciągłości reformy edukacyjnej tak trudne okazało się wyjście z koalicji Unii Wolności (Irena Dzierzgowska opuściła resort kilka miesięcy później - pod koniec 2000 roku).
Drugi z kolei niezwykle charakterystyczny kierunkowskaz Ireny Dzierzgowskiej to przekonanie, że edukacja powinna być wyjęta spod politycznych sporów, że nie powinna się odbijać, praktycznie co kadencja parlamentarna, od przysłowiowej ściany do ściany. Szukała porozumienia, mostów, widzenia spraw bieżących w dłuższej perspektywie, owego długomyślenia w sprawach edukacji, w sposób bardzo podobny do minister Anny Radziwiłł. Swoim spokojnym głosem starała się łagodzić, szukać kompromisu. Była osobą z klasą, czującą, jak ważne są słowa-przypomnienie Z. Herberta, że "to sprawa smaku". Być może w takiej jej postawie była mądrość i doświadczenie ludzi Warszawy. Tych pamiętających o historii, tragedii Powstania Warszawskiego, nie tylko tonących w obecnych sfarach i grach. Jakimś niezwykłym zbiegiem okoliczności był fakt, że 1 sierpnia, bodajże 1998 roku, spotkaliśmy się na Powązkach. Okazało się, że przyjechała tam, jak co roku, z najbliższymi, aby być wśród tych, którzy byli przed nimi. Że tak musi być, że to jest imperatyw ludzi Warszawy.
Tylko w oparciu o wartości, o ludzi, którzy mają poczucie ciągłości pokoleń, integralności kształcenia i wychowania młodych ludzi, można tworzyć rzeczy autentycznie ważne. Takie była dla Ireny Dzierzgowskiej, dla Anny Radziwiłł, dla wielu z nas, zmiany, jakie staraliśmy się wdrożyć na przełomie XX i XXI wieku. Wracam do nich w tym wspomnieniu, bo były one osią naszych działań przed początkiem reformy w 1999 roku, w jej trakcie i dalej, do chwili obecnej. Bo przecież zmiany w oświacie, to nie jest sprawa roku-dwóch. To proces, który Irena Dzierzgowska starała się monitorować przez cały czas. Także wspólnie, gdy po 2001 roku wydaliśmy 11 oświadczeń i stanowisk, które podpisywała (wraz z ministrami M. Handke, E. Wittbrodtem i mną).
Na początku grudnia 2008 roku, gdy dowiedziałem się o kolejnej fali choroby obu Pań, napisałem wspólny list. Pisałem w nim między innymi: "Podczas konferencji w Gdańsku, pani dyrektor Ligia Krajewska z MEN powiedziała mi, że w ostatnich miesiącach przeżywałyście Panie różne problemy zdrowotne. Dlatego piszę łącznie, bo obie Panie wysoko cenię, a i po ludzku polubiłem z czasu, gdy pracowaliśmy wspólnie. Życzę więc… no właśnie, czego, by nie popadać w banał… Chyba przede wszystkim poczucia, że wiele zrobiłyście Panie dla polskiej szkoły, a może szerzej - dla przywracania Rzeczpospolitej Polakom, dla wzmacniania społeczeństwa obywatelskiego. Jestem przekonany, że wolny, prawy obywatel to podstawa mądrego społeczeństwa, o co tak apelował C. K. Norwid. (…) Bardzo spodobały mi się słowa, jakie w jednym z ostatnich swoich wywiadów powiedziała Irena Sendlerowa, że dla niej niezwykle ważne było to, aby kierować się w życiu: Miłością - Tolerancją - Pokorą. Tego TYŻ - mówiąc Gombrowiczem - życzę".
Tego też zapewne życzyłaby nam minister Irena Dzierzgowska.
Wojciech Książek
(Przewodniczący "Solidarności'" oświatowej Regionu Gdańskiego,
wiceminister edukacji w latach 1997 - 2001)
* * *
Trudno mi pisać, bo trudno mi pogodzić się z Jej odejściem. Była Osobą Niezwykłą. Nic nie zastąpi jej uśmiechu, spokoju, bezinteresowności, poczucia humoru, bezstronności.
Irena dla mnie osobiście była - jest - prawdziwym Autorytetem, jedynym, w który nigdy nie zwątpiłam.
Pierwsze spotkanie - kilkanaście lat temu, kiedy Irena zajmowała się oświatą niezależną w gminie Centrum a ja debiutowałam w zawodzie nauczycielki. Wraz z koleżanką, Aldoną Leszczyńską, napisałyśmy naiwny ale pełen zapału list, ujmujący nasze reformatorskie propozycje. I zostałyśmy zaproszone na spotkanie. Życzliwość i uwaga, jaką obdarowała nas, anonimowe, niedoświadczone polonistki, słuchając cierpliwie, zachęcając do działania, obalały stereotyp urzędnika - bo też Irena nigdy urzędniczką nie była.
Minęło kilka lat i zostałam zaproszona przez Krysię Starczewską do współtworzenia podręcznika "Świat człowieka". Wiele razy siedzieliśmy w soboty całą gromadą w kuchni Ireny, zaproszeni przez Anulę Dzierzgowską, współautorkę podręcznika. Irena wpadała po pracy w ministerstwie, zrzucała buty i w samych pończochach błyskawicznie przygotowywała - a raczej wyczarowywała - wspaniałe, wyszukane obiady, jednocześnie konsultując naszą radosną twórczość.
Potem spotykałyśmy się często. Irena ponownie została prezesem Towarzystwa Przyjaciół I SLO, przejmując stery w bardzo trudnym dla szkół momencie - istniała wtedy już, oprócz Bednarskiej, także Raszyńska - i wyprowadzając nas na spokojne wody. Zawsze opanowana, zawsze pełna optymizmu, zawsze z poczuciem humoru. I uważnie słuchająca każdego.
Kiedy parę lat temu zostałam tutorką II edycji Szkoły Liderów PAFW bez zdziwienia dowiedziałam się, że Irena była tutorką I edycji i jest w Radzie Programowej; Irena była przecież wszędzie tam, gdzie pojawiała się szansa na budowanie społeczeństwa obywatelskiego i demokratycznego.
Kiedyś pisałam dla Ireny, do "Dyrektora Szkoły" czy dla Wydawnictwa Raabe, wiedziałam, że przeczyta tekst uważnie i jej opinia była dla mnie najważniejsza. Czytała i pracowała błyskawicznie - zawsze mnie to onieśmielało, budziło podziw i zazdrość - jak Ona to robi? Zdawało się, że jest w trzech miejscach naraz. A jeszcze znajduje czas na czytanie i na kino!
A potem powstała "Startowa", najmłodsze dziecko Towarzystwa. Zapewne mało kto wie, że szkoła na Startowej swoje istnienie zawdzięcza przede wszystkim Irenie. To Ona, wraz z Krysią Starczewską, przekonała mnie, w połowie czerwca 2007 roku, aby podjąć ryzyko stworzenia szkoły dla garstki zapaleńców, zaraziła swoim entuzjazmem, optymizmem młodej dziewczyny, wiarą, że musi się udać; to Ona wynegocjowała budynek, to Ona, jeszcze kilka tygodni temu, mimo choroby, wspomagała mnie radą i zachętą; i to Ona cieszyła się naszymi sukcesami, zawsze ciekawa, zawsze wspierająca, zachęcając do pracy i optymizmu. Przy Niej miałam wrażenie, że góry istnieją po to jedynie, by je przenosić.
Podejmując ważne decyzje edukacyjne czy wychowawcze zastanawiam się zawsze, jak by to zrobiła Irena; odpowiedzi znajduję w Jej publikacjach - a wtedy, kiedy nadal nie wiem - albo kiedy chcę się podzielić jakimś odkryciem czy szalonym pomysłem, albo radością, że coś nam się udało - dzwonię albo piszę. Wiem, jak bardzo będzie mi brakowało tej możliwości. Już nie zadzwonię - ale nadal będę pisać, nadal będę Cię, Irenko, pytać o opinię.
Ewa Korulska
* * *
Szanowni Państwo,
proszę przyjąć serdeczne wyrazy współczucia z powodu śmierci IRENY DZIERZGOWSKIEJ
redaktor naczelnej miesięcznika.
Marek Ryglewicz
* * *
Mam zajęcia z zakresu innowacyjnych działań szkoły. Wiele osób z Polski. W tylnych rzędach siedzi Irena Dzierzgowska. Bez słowa. To nasze pierwsze spotkanie. Potem w w progranie TERM. Wspólnie piszemy dwie książki. Odnajdujemy wspaniałą, niezwykłą wspólność myśli. Od tej pory wciąż do siebie piszemy, nasze rzadkie spotkania naoczne są radosne.Zostaje wiceministrem edukacji wprowadzającym rewolucyjną zmianę w polskim systemie oświatowym, ale wciąż tym samym człowiekiem: mądrym, ciepłym, nastawionym na współdziałanie. Wymieniamy w emailach i przy nielicznych spotkaniach tysiące myśli, propozycji. Jakże często się spieramy dla dobra polskiego ucznia, jakże często się zgadzamy. Zmiana władzy. Irena wciąż inspirująca, wskazująca nowe wyzwania polskiej edukacji, a ja wciąż z wątpliwościami, które rozwiewała. Potem straszna wiadomość. Rak. Nie rozmawiamy o tym. Udajemy, że tego nie ma. Snujemy wspólne plany, dyskutujemy o ważnych przedsięwzięciach dla polskiej edukacji. I tak dwa lata. Są cykle - jest w domu, funkcjonuje, spotyka się z ludźmi, działa, a potem znów szpital i... chemia. I tak cyklicznie. Dwa lata walki, by się nie poddać. Inni odeszliby w trzy miesiące. Wszyscy widzimy Jej fizyczną zmianę, ale udajemy, że tej zmiany nie widzimy. Podczas jubileuszowej konferencji "Dyrektora Szkoły" mdleje, nie może odebrać z rąk Pani Minister Katarzyny Hall odznaczenia. Jedynego ozdnaczenia uznającego Jej zasługi. Znów szpital. Ale potem powrót sił. I znow z Nią rozmawiam, ma plany na przyszłość, sugeruje zmiany w "Akademii dyrektora". Przesyłam swoje teksty do druku. Akceptuje je. I nagle - 05. marca, ta straszliwa wiadomość. Jestem mężczyną, a płaczę rzewnymi łzami. Piszę do wszystkich znajomych z edukacji: "Irenka nie żyje, nie mogę się z tym pogodzić". NIe mogę. Chciałbym też pójśc tam, gdzie Ty teraz jesteś Irenko, by być z Tobą.
Stefan Wlazło
* * *
Przesyłam wyrazy wspólczucia wszystkim bliskim Pani Ireny. Piękne wspomnienie o Pani Irenie napisał Piotr Pacewicz w GW. Myślę że w niebieskim szkolnictwie jot wre od reform.
Pani Ireno - Cześć Twojej pamięci!
Maria Noskiewicz dyrektor szkoły
* * *
Cześć Jej pamięci.
Maria Ludrowska
* * *
Dziękuję Pani Ireno, że miałam szczęście znać Panią, korzystać z Pani doświadczeń, słuchać mądrych rad, a przede wszystkim mieć okazję przebywać w aurze ciepła i przyjaźni, jaką potrafiła Pani wytwarzać podczas służbowych i prywatnych spotkań. To ciepło, będę zawsze wspominała, kiedy będę myślała o Pani - o CZłOWIEKU przez wielkie "C"
Elżbieta W.
* * *
Dziękujemy za wskazówki, zawsze dobre rady, przykład jak być dobrym pedagogiem i rzetelnym nauczycielem.
Będzie nam Pani bardzo brakowało - uśmiechu, dobrego słowa. Zawsze istnieje pamięć i ona nas łączy.
My będziemy pamiętać.
Marek Tarwacki
* * *
Wiadomość o śmierci Pani Ireny Dzierzgowskiej spadła jak grom z jasnego nieba. Miałam przyjemność spotkać się z tym wielkim pedagogiem przy okazji "Lokalnej Szkoły Dyrektorów". Spotkaniaz Panią Ireną były niezaapomniane, jak mało kto rozumiała oświatę i problemy z nią związane. Byłą bardzo otwarta na wszystkie zmiany i pomagała nam dyrektorom przez nie przechodzić, zachęcała do refleksji nad polską szkołą. Wierzyła, że będzie coraz lepsza. Myślę, że dzięki niej już była lepsza, ale pamiętając o jej mądrych słowach będziemy się starali, jak najlepiej wypełniać swoją misję i cały czas ulepszać nasze szkoły.
Jadwiga Ptasznik
Dyrektor szkoły podstawowej
* * *
Pani Minister,
Dziękuję za lata mądrych rad, mądrych komentarzy i cennych wskazówek, jak rozumieć polską szkołę.
Magdalena Kula
dziennik „Polska The Times”
* * *
Kiedy usłyszałem wczoraj w nocy w radiu, że Irena umarła, o mało nie spowodowałem wypadku. Przecież to jakieś nieporozumienie. Ta kipiąca energią osoba?! Irena?!! Człowiek, który dla wielu nas szkoleniowców edukacyjnych był kimś w rodzaju nieśmiertelnego guru???!!!
Niestety dziś rano przeczytałem kolejne potwierdzenia. To niesprawiedliwe. Nie zgadzam się.
Ireno i tak ostatnio spotykaliśmy się głownie w świecie wirtualnym. I dalej tak będzie. Ty nadal jesteś dla mnie ważnym, bardzo ważnym człowiekiem. Ty nadal jesteś.
Twój uczeń
Jarosław Kordziński - edukator
* * *
Irenko będę pamiętała Ciebie jako mojego mistrza. Byłaś moim promotorem pracy dyplomowej na studiach w Kaliszu.
Elzbieta Złowodzka Jetter
Włoclawek
* * *
Jest mi niezmiernie przykro i trudno, ze P. Ireny już nie ma z nami. Była dla mnie jak matka. Pamietam jak po pierwszej konferencji oświatowej która organizowałem miedzy innymi z Jej występem dala mi wskazowki na moje wówczas mlode i Malo doświadczone Zycie. Często się spotykaliśmy i wzajemnie pisaliśmy do siebie w sprawach zawodowych, ale i przyziemnych. Wspanialy człowiek olbrzymia strata!!! Lacze się w bulu i niezmiernie zaluje, ze nie będę w stanie przyleciec do Polski na ostatnie porzegnanie. Mam do Panstwa jednak prosbe o informacje kiedy i gdzie odbedzie się pogrzeb.
Pozdrawiam
Przemyslaw Toton
* * *
Jakże trudno mi uwierzyć w śmierć PANI MINISTER. Będzie mi bardzo brakowało JEJ wstępnych artykułów w miesięczniku „Dyrektor szkoły”. Pisanych z sercem osoby jak nikt znającej się na oświacie i rozumiejącej potrzebę zmian. Będzie mi brak obowiązkowych lektur dyrektora szkoły, a przede wszystkim brak mi będzie artykułów „Co w prawie piszczy” i co nasłuchiwała Pani IRENA.
5 marzec 2009 roku godzina 21:20 zaglądam na forum OSKKO i nie mogę wprost uwierzyć Irena Dzierzgowska nie żyje. Nie tak dawno odeszła od nas Minister Anna Radziwiłł teraz Minister Irena Dzierzgowska, czyżby kończyła się pewna epoka w oświacie?
Pozwolę sobie na małą chwilę wspomnień.
Panią Minister Dzierzgowską poznałam w 1999 roku w Warszawie,kiedy to „ruszał” program Ministerstwa Edukacji Narodowej „Budowanie Samorządności Uczniowskiej w Gimnazjum” nazwanym później przez nas programem „Żyrafa”. Do dziś wspominam rozmowę MINISTRA z dyrektorem z małej miejscowości dotyczącą powstania nowego typu szkoły. Wiele obaw miała Pani Minister co do nowego typu szkoły, zarazem ogromna wiara, że reforma strukturalna przyniesie wiele zmian w oświacie.Do dziś pamiętam Jej wiarę w zamiany. Ta wiara towarzyszy mi do dziś po prawie dziesięciu latach istnienia gimnazjum.
Ponowne spotkanie (tym razem wirtualne) z Panią Minister to rok 2000, kiedy to program „Żyrafa” obchodził swoje pierwsze urodziny. Pani Mnister nie mogła uczestniczyć w urodzinowych obchodach, ale towarzyszyła nam Pani Magdalen Wardyńska - Ziółek z MEN i Pani Lucyna Bojarska Rzecznik Praw Ucznia przy Rzeczniku Praw Obywatelskich. W roku 2001 przedstawiciele naszej szkoły zostali zaproszeni do Kancelarii Premiera z okazji dwu letniej działalności Programu „Żyrafa” i tam ponownie spotkałam Panią Dzierzgowską. Prawie godzinna wspólna rozmowa dotyczyła pierwszych sukcesów i porażek nowego typu szkoły jakim było gimnazjum. Wtedy to Pani Irena rozwiała wszystkie moje wątpliwości co do powstania tego typu szkoły. Zgodziłyśmy się jednak, że nie wszystkie dzieci powinny kontynuować naukę w gimnazjum, dla niektórych uczniów powinna powstać „inna” ścieżka edukacyjna”. Dziś wierzę, że gdyby Ministerstwem Edukacji po dziś dzień kierowała Pani Minister nasza oświata byłaby w „innym miejscu niż jest obecnie”. Szkoda, że ministrami edukacji zostają ludzie z nadania partyjnego, a nie „fachowcy” czujący oświatę i konieczność jej zmian.
Panią Irenę na swojej drodze zawodowej spotkałam wiele razy uczestnicząc w kursach i doskonaleniach zawodowych i co dla mnie było zawsze wielkim zaskoczeniem, że pamiętała dyrektora z maleńkiej miejscowości Strzelce Opolskie. W czasie naszego ostatniego spotkania była pełna podziwu dla społeczności szkolnej, która w ciągu trzech lat pracowała nad wyborem patrona szkoły, którym został Czesław Niemen, którego twórczość artystyczną sobie ceniła.
Dziś będzie mi bardzo brak Pani Ireny, Jej dobrych rad udzielanych dyrektorowi gimnazjum nie tylko na łamach „Dyrektora szkoły”.
Z wielkim szacunkiem dla Pani Ireny Dzierzgowskiej
Krystyna Madej
Dyrektor Publicznego Gimnazjum Nr 2
im. Czesława Niemena
w Strzelcach Opolskich
* * *
Po prostu nie wierzę... O ile zawsze pisałem w Twoim Dyrektorze łatwo dobierając słowa, tak teraz mi ich brak... Łatwo popaść w egzaltację, a nie chcę tego i wiem, że Ty tego tez byś nie chciała. Twoje odejście Tam zrobiło pustkę Tutaj... Smutek i WIELKA strata nie tylko dla polskiej szkoły! Tyle Ci zawdzięczam i jak to w takich sytuacjach - nie zdążyłem
podziękować. Ale teraz dziękuję i wiem, że nie muszę prosić - będziesz naswspierać Stamtąd... Do zobaczenia...
Maciek Osuch
* * *
Pani Irena wiedziała jak tchnąć ducha w nauczyciela, w oświatę. Dla polskiej oświaty, to bardzo duża strata. Zostanie po niej wyrwa nie do wypełnienia.
Ewa Wodnicka
Bardzo wiele Jej zawdzięczam. Spotkania w Świdnicy - te szkoleniowe i przy herbatce dawały mi odwagę działania. Później, gdy dzięki Jej zachętom stałem się jednym z piszących w Dyrektorze Szkoły - Pani Irena zawsze znalazła czas, bym mógł skonsultować to i owo z "oświatowej łączki". Imponowało mi oddanie sprawom, które Ją poruszały - niczego nie robiła na niby. Nie mogę uwierzyć, że już nie dostanę listu ze słowami"Niech pan pisze, niech pan pisze..."
W sprawach oświaty nikt dotąd nie znaczył dla mnie więcej. Wypełnia mnie ból i żal.
Stanisław Szelewa
Jestem zszokowany, że Pani Irena Dzierzgowska odeszła w takiej chwili. Szczere wyrazy współczucia dla najbliższej rodziny i dla całego zespołu "Dyrektora Szkoły". Nie mogę przestać o tym myśleć. To wielka i bolesna
strata. Płakać się chce.
Krzysztof Zajdel
Nie poddała się do końca.
W piątek spędziła popołudnie przy komputerze, planując kolejne numery "Dyrektora Szkoły", tematy niezbędników, zjazdy i lekcje Akademii Zarządzania. I zawsze taka była - aktywna, patrząca w przyszłość, planująca długofalowe działania, nieustannie zajęta. A jednocześnie - ciesząca się chwilami, rozmowami, z przyjemnością planująca drobne życiowe radości i - bardzo uważna na ludzi. Irena lubiła ludzi.
Dla Ireny nie było rzeczy niemożliwych - optymistycznie nastawiona do życia, świata i ludzi - potrafiła optymizm przekazać innym, wspierała, motywowała. Dawała ludziom poczucie siły i świadomość, że to, co robią, ma sens. A dla Ireny sens miało wszystko, co służy ludziom.
Miała klasę, urok, dystans do siebie i sytuacji, nawet trudnych, poczucie humoru. Już bardzo chora - nie chciała rozmawiać o swojej chorobie, nie chciała, żeby była tematem publicznym, nie przyjmowała jej do wiadomości - po prostu żyła. Czytała, chodziła do kina, spotykała się z przyjaciółmi i - pracowała, tworząc miesięcznik i skupiając wokół niego ludzi. Nas wszystkich.
We wstępie do marcowego numeru, który napisała dwa tygodnie temu, zwróciła się do sześciolatków - przyszłych czytelników "Dyrektora Szkoły". Patrzyła w przyszłość.
Anna Rękawek
* * *
Ta informacja spadła jak grom. Mimo wiedzy o Jej chorobie nie braliśmy pod uwagę takiego finału. Pisząc o życiu Ireny, jej zaangażowaniu w sprawy edukacji, demokracji nie można pominąć faktu, że szczególne miejsce w jej działaniach w ostatnich latach zajmowali właśnie Państwo - dyrektorzy szkół i przedszkoli, menedżerowie i liderzy oświaty polskiej skupieni wokół miesięcznika. Irena, ostatnie dni pracy przed ostatecznym załamaniem zdrowia poświęciła Wam, czytelnikom " Dyrektora Szkoły", osobom praktycznie zajmującym się organizacją edukacji w Polsce. Przekazywała swoją wiedzę i mądrość wierząc, że wybrane przez nią oraz Jej własne artykuły inspirują do poszukiwań najwłaściwszych rozwiązań, wspierają w podejmowaniu śmiałych decyzji, porządkują i uczą. Zadawała ważne pytania, dodawała odwagi. Bardzo mocno wspierała przygotowania rządu do zmian w oświacie, widząc w nich kontynuację nie dokończonych przez siebie reform. Zdawała sobie też sprawę, że powodzenie wszelkich zmian zależy od przygotowania i pozytywnego nastawienia ludzi, którzy te zmiany mają realizować i których będą one dotyczyć. I do nich, czyli do Państwa kierowała swoje przesłania. Nawet w ten prowokujący do myślenia sposób, kierując wstępniak marcowego numeru do przedszkolaków. Wiedziała, że aby pozyskać entuzjastów, trzeba wyjaśnić, skonsultować ale także dodać wiary w sens zmian.
Oświatę polską widziała w perspektywie 20, a nawet 50 lat. Zadawała pytania, jaki będzie nasz świat za 30 lat, jakim technologicznym i społecznym wyzwaniom będzie musiał sprostać człowiek, jaka więc ma być organizacja edukacji, aby była w stanie przygotować polskich obywateli do równorzędnego miejsca z obywatelami innych narodów.Nie zgadzała się też z populistycznymi ocenami stanu oświaty, które żerowały na wyolbrzymianych problemach związanych z zachowaniem polskiej młodzieży. Lubiła dzieci i młodzież - wiedziała, że gdy stworzy im się odpowiednie warunki rozwoju, to takie problemy się zminimalizuje. I praktycznie to udowadniała, tworząc szkoły, uczestnicząc w programach dla przedszkoli, szkoląc nauczycieli i dyrektorów.Przede wszystkim uważała, że przed podjęciem działań zawsze należy sytuację zdiagnozować. Już w stanie zaawansowanej choroby podjęła trud przeanalizowania istniejących raportów z badań pod kątem opisu stanu edukacji polskiej. Wiedziała , że czekacie i do końca przygotowywała teksty dla Was, zdając sobie sprawę, że szeroki odbiór miesięcznika zobowiązuje do najlepszej jakości.
Irena Dzierzgowska - Redaktor Naczelna miesięcznika " Dyrektor Szkoły" wyznaczyła wysoki standard publicystyki zawodowej dla oświaty. Była niezwykle mądrą, miłą i ciepłą osobą.
I za to wszystko serdecznie Jej dziękuję.
Elżbieta Piotrowska-Albin,
Wydawca ds. Oświaty
Wolters Kluwer Polska
* * *